MIASTA DUSZĄCE SIĘ W ŚMIECIACH

Ludzie należący do generacji autora pa­miętają jeszcze ze swoich dni młodości konne wozy śmieciarzy, którzy raz w tygodniu okrzy­kami lub dzwonkiem przywoływali gospody­nie domowe i panny służące do złożenia swoich ofiar śmieciowych. Mieściły się one w zgrab­nych paczuszkach, najwyżej w kubłach. Waż­ną rolę spełniał też domokrążny handlarz sta­roci ze swoim workiem lub wózkiem ręcznym, bo na jego przybycie czekały wysegregowane ze śmieci odpadki, za które można było uzys­kać kilka groszy: butelki, szmaty, makulatura, stare buty i inne przedmioty. Ta rozsądna pa- triarchalna organizacja, pochodząca zapewne jeszcze ze średniowiecza, stała się nieadekwatna w miarę wzrostu objętości odpadów, zaniku służby domowej i wzrostu wymagań higienicz­nych. Zaczęto gromadzić odpadki w śmietnikach przydomowych, skąd zabierały je miejskie służ­by oczyszczania. Ważnym krokiem postępu by­ło zastosowanie pojemników (rzekomo herme­tycznych) typu Colonia, a wreszcie wprowadze­nie specjalnego zmotoryzowanego taboru oczy­szczania miast, tzw. bębnowozów. W domach wielopiętrowych zaczęto instalować zsypy na śmieci, aby zaoszczędzić trudu schodzenia do śmietnika domowego.

ILOŚĆ ODPADKÓW

Ilość odpadków produko­wanych rocznie przez jednego mieszkańca miast zamykała się w gospodarnym wieku dziewiętna­stym w granitach kilkunastu kilogramów. Dzi­siaj zaczyna się ją mierzyć w niektórych kra­jach i miastach tonami. Powstaje apokaliptycz­na wizja miast duszących się we własnych śmieciach. Słowo „śmieci” ma już dzisiaj brzmienie anachroniczne, skoro na śmietniskach gromadzi się, obok tradycyjnego asortymentu odpadków domowych i stale rosnącej ilości no­woczesnych opakowań, przestarzałe sprzęty go­spodarstwa domowego, stare meble i samochody. Również przemysł zasila wysypiska coraz Obfi­ciej swymi odpadami produkcyjnymi. Pęd do wyrzucania jest odwrotną stroną pogoni za no­winkami. Ukuto slogan o współczesnym „spo łeczeństwie wyrzucania” (ang. throw away society, niem. Wegwerjgesellschajt), i dorabia się do tego nadbudowy filozoficzne, potwierdzające koncepcję społeczeństwa dobrobytu lub dążące do jej obalenia.  Wszystko to nie rozwiąże pro­blemu, który niespodziewanie ze sfery komfor­tu mieszkaniowego przeniósł się do sfery czyn­ników najbardziej zagrażających środowisku naturalnemu w bliższym i dalszym otoczeniu miast.

KONIECZNOŚĆ SZYBKIEGO DZIAŁANIA

Wobec konieczności szybkiego działania na tym odcinku i ogromnych potrzeb inwestycyj­nych nie jest rzeczą wykluczoną, że w niedale­kiej przyszłości sięgnie się do urządzeń lokal­nych, które mogą być realizowane szybciej i przy znacznie mniejszym stopniu zamrażania nakładów inwestycyjnych.O   kanalizacji przyszłości można więc z pew­nością powiedzieć, że będzie ona musiała speł­niać w sposób doskonały zadanie ochrony śro­dowiska mieszkalnego, jak też jego bliskiego i dalszego otoczenia. Nie będziemy natomiast ryzykowali żadnej prognozy co do spoisobów technicznych, które pozwolą sprostać tym wy­maganiom. Zwłaszcza nie będziemy stawiać na wyłączność stosowanych dzisiaj rozwiązań scen­tralizowanych, skoro rysują się obiecujące i ma­ło kapitałochłonne rozwiązania lokalne.Z podobnych przyczyn nie wypowiemy tutaj zdecydowanego poglądu o przyszłościowej tech­nice usuwania śmieci domowych, i oczyszczania miast z tzw. nieczystości stałych. Zjawiskiem towarzyszącym rozwojowi współ­czesnej cywilizacji jest lawinowy wzrost obję­tości śmieci przypadających na jednego miesz­kańca miast. Wielkość tego wskaźnika jest dzi­siaj omal miernikiem stanu cywilizacyjnego, tak jak kiedyś za taki miernik uważano jednost­kowe zużycie mydła.

PRZEPROWADZONE DOŚWIADCZENIA

W ostatnich latach przeprowadzono doświadczenia z lokalnymi urządzeniami o du­żej skuteczności. Koszt tych urządzeń jest rów­ny lub niższy w porównaniu z urządzeniami ogólnorniejskimi, zaś skutki ekonomiczne ich wprowadzenia są porównywalne ze skutkami, o  których była mowa na przykładzie centralne­go ogrzewania ogólnomiejskiego, zważywszy, że są to urządzenia o zbliżonej kapitałochłonności.Stan kanalizacji w miastach i oczyszczania ścieków miejskich i przemysłowych w Polsce wykazuje duże zacofanie. Odsetek ludności miejskiej nie korzystającej z kanalizacji odpo­wiada w przybliżeniu sytuacji w dziedzinie wo­dociągów, jako że te instalacje idą ze sobą w parze. Na 889 miast 115 nie posiada jeszcze urządzeń kanalizacyjnych, a tylko 33% ścieków miejskich oczyszcza się przed ich odprowadze­niem do rzeki (dane za rok 1968). Nawet stoli­ca kraju jest dotychczas pozbawiona oczyszczal­ni. Powszechne zanieczyszczanie rzek staje się szczególnie groźne z uwagi na zarysowujące się już wyraźnie trudności w zaopatrzeniu miast w wodę konsumpcyjną, nie mówiąc już o za­mieraniu życia biologicznego w rzekach i jezio­rach.

ZMIANA OD CZASÓW REWOLUCJI

Sytuacja ta zmieniła się od czasu rewolucji przemysłowej. Wpłynęły na to takie czynniki, jak ogromny rozwój ludnościowy miast i nie­proporcjonalnie większy wzrost masy ścieków spowodowany upowszechnieniem wodociągu oraz wytwarzaniem przez przemysł wielkich ilości wysoce szkodliwych ścieków. Sprawiło to, że już w drugiej połowie XIX wieku powstał problem ochrony środowiska — a zwłaszcza na­turalnych cieków wodnych poza miastami — przed zanieczyszczeniem. Niezbędnym skład­nikiem urządzeń kanalizacyjnych stały się oczy­szczalnie ścieków. Duży koszt oczyszczalni i ko­nieczność organizowania fachowej obsługi prze­mawiały za słusznością budowania oczyszczalni centralnych, co z kolei zmuszało d’o budowy sie­ci ogólnomiejskich lub obejmujących co naj­mniej wielkie części obszaru miast. Dlatego też przeważa dzisiaj przekonanie o słuszności cen­tralizacji w budowie sieci i urządzeń kanaliza­cyjnych, a nawet o konieczności budowy sieci regionalnych w obszarach gęsto zaludnionych. Jednak i w tej dziedzinie, podobnie jak w przy­padku ogrzewania, ‘kierunki wskazywane przez współczesny postęp techniczny nie są jedno­znaczne.

NIEKORZYSTNA SYTUACJA

Jest rzeczą wiadomą, że ostatnie dwu­dziestolecie przyniosło u nas ogromną poprawę wyposażenia sanitarnego mieszkań. Trzeba bę­dzie jednak poczekać co najmniej 20 lat, aż zniknie ostatnie mieszkanie pozbawione dopro­wadzenia wody, a jeszcze dłużej, aż Wszystkie mieszkania posiadać będą własną łazienkę. Równie niekorzystnie przedstawia się sytu­acja w dziedzinie innej instalacji dobrze znanej od czasów starożytności — kanalizacji. Kanalizacja staje się urządzeniem niezbędnym wówczas, kiedy wskutek wysokiej gęstości zaludnienia odchody i ścieki nie mogą być biolo­gicznie unieszkodliwione na miejscu ich powsta­wania, np. przez rolnicze wykorzystanie. Kanali­zacja jest więc problemem miejskim i jej trady­cyjnym: celem była ochrona środowiska miejskie­go. Do końca XVIII wieku unieszkodliwianie nieczystości miejskich poza obszarem miasta nie stanowiło problemu. Wywożono je do otaczającego regionu rolniczego. W Londynie istniał specjalny statek, który wywoził je w mo­rze i tam zatapiał.

MIMO OGROMNEGO ROZWOJU

W roku 1800 zwolennicy kąpieli w domu kupowali w wielu krajach wodę ciepłą w wan­nach, przynoszonych do domu przez sprzedaw­ców wody, a dopiero w 1812 r., na rozkaz Napo­leona, przystąpiono w Paryżu do budowy po­wszechnej sieci wodociągowej. J. Fourastie po­daje, że Wl83i8r. w Paryżu istniało 1013 wanien zainstalowanych w mieszkaniach, a cena metra sześciennego wody stanowiła ekwiwalent płacy za 20 godzin pracy robotnika niewykwalifikowa­nego. Obecnie ekwiwalent ten stanowi 0,3 płacy godzinowej. Ta relacja wyjaśnia, że woda do­starczana do mieszkania z sieci miejskiej była przedmiotem luksusu w porównaniu z ceną wo­dy przynoszonej ze studni publicznej. Pomimo ogromnego rozwoju zarówno miejs­kich sieci wodociągowych, jak też upowszech­nienia domowych instalacji wodnych począw­szy od końca XIX wieku, tzw. woda bieżąca bynajmniej nie należy jeszcze do standardo­wego wyposażenia mieszkań. Jeszcze w 1960 r. w Polsce 70% ludności mieszkało w domach bez wewnętrznej instalacji wodociągowej — w tym dominująca część mieszkańców wsi, a z łazien­ki w obrębie mieszkania korzystało niecałe 15% ludności.